Ukraińskie ataki na Rosję. Statystyki wyglądają inaczej niż wielu sądzi
Jack Watling, starszy pracownik naukowy londyńskiego think tanku RUSI, zauważa, że ukraińskie ataki mają na celu podważenie tezy, że Rosja może sobie pozwolić "po prostu na kontynuowanie wojny”.
– Logiczne jest, że powyżej pewnego progu to działa, ale czy uda się ten próg osiągnąć, to ciekawe pytanie – zauważa, dodając, że zależy to nie tylko od Ukrainy – ważne jest również wsparcie finansowe z Europy.
Ukraińskie ataki na Rosję
Większość ukraińskich ataków ma zasięg mniejszy niż 200 kilometrów. Jednak w ostatnich tygodniach Kijów przeprowadza coraz więcej uderzeń dalekiego zasięgu – w lipcu było ich trzykrotnie więcej niż w styczniu.
Jak zauważa agencja AP, niektóre ataki mogły spowodować minimalne szkody lub nie spowodować ich wcale:
"W maju i czerwcu Ukraina twierdziła, że zaatakowała kilka rosyjskich obiektów satelitarnych, rozpoznawczych i radiotechnicznych, jednak analiza zdjęć satelitarnych przeprowadzona przez agencję AP nie wykazała żadnych poważnych uszkodzeń” – wskazują dziennikarze.
Ukraina podwoiła produkcję, wytwarzając coraz większą liczbę sztuk broni, ale nadal nie jest w stanie wyprodukować tak wielu pocisków, ile potrzebuje. Co gorsza, w okresie intensywniejszych ukraińskich ataków, również Rosja zwiększyła liczbę wystrzeliwanych pocisków.
Europa nie ma rakiet dla Ukrainy
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski informował wcześniej, że w 2026 r. Ukraina otrzymała od partnerów zaledwie jedną trzecią liczby pocisków obrony powietrznej przekazanych jej w 2025 r.
Szczególnie dotkliwy jest niedobór amerykańskich Patriotów, które są jednymi z najskuteczniejszych systemów dostępnych Ukrainie do zwalczania rosyjskich pocisków balistycznych.
Skala problemu była widoczna podczas rosyjskiego ataku na Kijów 4 sierpnia. Według ukraińskich władz siły rosyjskie wystrzeliły wówczas 24 pociski balistyczne i cztery manewrujące. Żadna z rakiet nie została przechwycona.